Odkleić się od przyjaciółki
Jako "dobre" przyjaciółki powinnyśmy cały swój wolny czas razem i wyłącznie ze sobą. Kurs językowy był już nieomalże zbrodnią na przyjaźni
W "Wysokich Obcasach" przeczytałam wywiad z psychoterapeutką Małgorzatą Liszek-Kozłowską pod tytułem Jak się odkleić
Jego tekst przywołała moje wspomnienia z czasów studiów.
Na studia wyjechałam daleko od domu rodzinnego, nie znałam nikogo. Dlatego poznana przyjaciółka stała się namiastką bliskości rodzinnej. Razem wynajmowałyśmy stancję, studiowałyśmy razem, wolny czas spędzałyśmy razem. Z nierzadko przyjaźń zaczęła być trudna. Przyjaciółka czuła się "porzucona", kiedy spotykałam się z moimi dobrymi znajomymi, którzy dla niej byli "beznadziejni". Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam posiadać coraz mniej swoich znajomych. Spotykałyśmy się zatem ze wspólnymi (czytaj: przyjaciółki) dobrymi przyjaciółmi. Sprytnie zostałam odsunięta od ludzi, których lubiłam.
Z zdarza się, że zaczęły się częste kłótnie, a w nich argumenty, że się zupełnie przyjaciółką nie interesuję, że o nią nie dbam. Wszakże, jako "dobre" przyjaciółki powinnyśmy cały swój wolny czas spędzać razem i jedynie ze sobą. Kurs językowy był już omal zbrodnią na przyjaźni. Nie rozumiałam takiego zachowania i nie potrafiłam odkryć rozwiązania. Niestety nawet jedna osoba również mi wówczas nie wytłumaczył, jaki jest to problem.
Największe trudności z przyjaciółką zaczęły się, kiedy spotkałam mojego obecnego męża. Było wyliczanie czasu (co do minuty), jak wiele poświęcam chłopakowi a ile jej. Kłótnie o spędzanie wieczoru i wyjścia do kina. Słyszałam, że nie dbam, że zapominam, że ignoruję jej potrzeby, że jestem bez uczuć, bez empatii. Przenigdy nie zapytała się, czego ja potrzebuję, istotne zostały jej potrzeby, rozumiane jako całkowite oddanie. Musiałam być cały czas dla niej, ona dla mnie już niekoniecznie.
Jednakże najbardziej w tych wspomnieniach boli, że moja przyjaciółka była kluczową osobą, która zareagowała negatywnie na informację o moich zaręczynach i planowanym ślubie. Twierdziła, że ją zostawiłam. Już w późniejszym czasie dowiedziałam się, że znajomym opowiadała, jaką złą przyjaciółką byłam i jakiego okropnego mam faceta, z którym na pewno nie będą szczęśliwa po ślubie. Mówiła, że on mnie z całą pewnością skrzywdzi. Wyłącznie w chwili obecnej, nierzadko słyszę od naszych znajomych, że cieszą się, iż pomimo początkowych licznych problemów jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Znajomi do tej pory umieją wymienić całą listę fikcyjnych dowodów na zgodę tezy o braku przyszłości mojego małżeństwa. Na szczęście nic się nie spełniło.
Początkiem końca przyjaźni była awantura, że nie zaproponowałam przyjaciółce, by została moim świadkiem na moim ślubie. Po tym przestałam walczyć. Z nierzadko przyjaźń umarła.
Dziś spotykamy się w pewnych przypadkach, ale na stopie jedynie koleżeńskiej. Nie potrafiłabym już jej zaufać. Zbyt dużo złych słów i emocji było miedzy nami. Ból pozostał.
